Ober retweeted
Ubeckie zdjęcie - symbol.
6 października 1951, na dziedzińcu PUBP we Włodawie - po obławie UB i KBW.
Leżą polegli w walce Stanisław Torbicz „Kazik” i ppor. Edward Taraszkiewicz „Żelazny”. Podtrzymuje ich Stanisław Marciniak „Niewinny”. Jego losu to zdjęcie jeszcze nie zamyka. Aresztowany tego samego dnia, katowany w śledztwie, skazany na śmierć, zamordowany w styczniu 1953 w więzieniu na Zamku.
Na tej fotografii nie widać „zwycięzców”. Widać komunistyczne państwo terroru, które polskich żołnierzy traktowało jak trofeum.
A do dziś mamy tych, którzy bredzą, że ostatni żołnierze podziemia „mogli normalnie żyć”, gdyby tylko złożyli broń. Nie mogli. Tych, którzy nie wyrzekli się walki o wolną Polskę przeciwko sowieckim okupantom i polskojęzycznym komunistom, ścigano, torturowano, mordowano i wrzucano do dołów śmierci.
Kłamstwo o „normalnym życiu” nie jest niewinne ani przypadkowe. Jest fundamentalne. Jest próbą wybielenia katów kosztem poległych. Kto je powtarza, staje po stronie ludzi, którzy to zdjęcie zrobili.
🤣
Paliwo na Orlenie po 6 zł, a prezes Kaczyński nie chce obniżyć akcyzy, bo dba o budżet państwa. Szkoda, że tak troskliwie nie dba o budżety polskich rodzin każdego dni plądrowane przez drożyznę #DrogaZmiana
Ober retweeted
🇺🇸 | Mark LaGanga recorrió Ground Zero poco después del colapso de la Torre Sur el 11 de septiembre de 2001, mientras la Torre Norte todavía permanecía en pie. Su cámara captó a los bomberos avanzando entre toneladas de escombros, los restos del Marriott World Trade Center y las calles de Nueva York cubiertas de polvo y destrucción. La grabación corresponde a los 29 minutos que transcurrieron entre el colapso de la Torre Sur y el de la Torre Norte.
Ober retweeted
🇺🇸 | Bomberos del FDNY regresan al cuartel cubiertos de polvo tras los colapsos del World Trade Center el 11 de septiembre de 2001. Algunos lloran, tiemblan o vomitan después de haber pasado horas trabajando en la zona del desastre. Eran hombres que habían entrado para rescatar a otros y ahora regresaban, exhaustos y visiblemente afectados, intentando asimilar lo ocurrido.
Ober retweeted
🛑In Kamianske, police ran over a man who threw himself in front of their vehicle in an attempt to stop his friend from being taken to a draft center and then to the front.
The man suffered broken legs and a fractured spine.
A reminder: this state terror of Zelenskyy’s government is being funded by the West.
Ober retweeted
W 1943 roku OUN i UPA rozpoczęły na Wołyniu masową eksterminację polskiej ludności.
Nie była to seria przypadkowych napadów ani nagły wybuch konfliktu między sąsiadami, ale precyzyjny plan.
Ukraińscy nacjonaliści zakładali, że po zakończeniu wojny ponownie rozpocznie się walka o przynależność Wołynia i Galicji Wschodniej (Małopolski Wschodniej?) Chcieli, aby ziemie te znalazły się w przyszłym państwie ukraińskim.
Polacy, którzy mieszkali tam od pokoleń, stali temu na drodze.
Najpierw uderzano głównie w mężczyzn, czyli tych, którzy mogli stawić opór i zorganizować obronę.
11 lipca 1943 roku dokonano napadów na ok. 150 polskich wsi (inne dane podają 550) mordując ponad 16 tysięcy Polaków - głównie chłopców i mężczyzn w wieku 16-60 lat.
Dzień ten nazwano Krwawą Niedzielną. Tego dnia, frakcja UPA, pod dowództwem Stiepana Bandery przeprowadziła jednoczesne ataki na dziesiątki polskich miejscowości. Atakowano ludzi zgromadzonych na niedzielnych nabożeństwach.
Krwawa Niedziela nie była pojedynczą zbrodnią, która zaczęła się i skończyła jednego dnia. Mordy trwały przez kolejne miesiące.
Oddziały UPA atakowały kolejne polskie wsie i osady. W mordach brała udział także część miejscowej ludności ukraińskiej.
Ofiary często znały swoich zabójców. Byli sąsiadami, znajomymi, ludźmi, z którymi wcześniej pracowali i żyli obok siebie. Istniało wiele rodzin polsko-ukraińskich, więc granica przebiegała w ludziach, nie ziemi.
Schemat był podobny: zamordować mieszkańców, zmusić pozostałych do ucieczki, spalić zabudowania i doprowadzić do tego, żeby polska społeczność przestała na tym terenie istnieć.
Bardzo szybko mordy objęły wszystkich. Zabijano także kobiety i dzieci. Całe rodziny.
Mordowano też „swoich” — tych, którzy nie chcieli przyłączyć się do rzezi lub pomagali Polakom.
Do zabijania używano broni palnej, ale również tego, co było pod ręką: siekier, tasaków, noży, wideł, kos i innych narzędzi gospodarskich.
Często ludzi krępowano, wywożono do lasu i zabijano uderzeniem siekiery w głowę (ilu ludzi zakopano jeszcze żywych nie dowiemy się chyba nigdy). Wrzucano do studni, gwałcono, stosowano wymyślne tortury, palono żywcem.
Chodziło nie tylko o zabicie człowieka, ale również o zniszczenie miejsca, do którego ktoś mógłby później wrócić.
Za przeprowadzenie „czystek etnicznych” bezpośrednią odpowiedzialność ponosi główny dowódca UPA — Roman Szuchewycz.
Na samym Wołyniu zginęło około 60 tysięcy Polaków. Łączna liczba polskich ofiar zbrodni dokonanych przez UPA na Wołyniu, w Galicji Wschodniej (Małopolsce?) i na innych terenach jest szacowana na ponad 100 tysięcy.
Nie winię dzisiejszych pokoleń Ukraińców za to co się stało. Dzieci nie mogą odpowiadać za winy ojców. Ale nie bójmy się nazwać tego antypolską czystką etniczną, o charakterze ludobójstwa. Nie udawajmy niewidomych w imię jakiejkolwiek poprawności. Śmierć niemal 100 tysięcy ludzi, to skreślenie z istnienia całego przyszłego pokolenia Polaków.
Dlaczego o tym piszę?
Bo dzisiaj ofiary mają głos. Imiona i nazwiska. Wiemy, gdzie mieszkali, kim byli, ile mieli lat. Przestają być liczbą zapisaną w statystykach.
Nie możemy ich uratować. Możemy tylko nie pozwolić, żeby zniknęli po raz drugi — tym razem z pamięci.
„Może przyjdzie jeszcze ten czas, że i
ten człowiek oszalały, co piłą rzezał
człowieka i gwałcił dzieci, stanie nagle
nieprzytomny z lęku przed ohydnem
widmem i człowiek się w nim odezwie?
(…) Dziki człowiek ukraińskiego stepu
(…) pojmie może, że się stało za jego
sprawą coś strasznego, że krwawemi
rękoma zabił duszę swojej ziemi,
zamęczywszy ludzi i zwierzęta…”
Kornel Makuszyński — 1915-1918
Ober retweeted
Feliks Konieczny
"Ruś znalazła się w jednej z ziem pierwotnie polskich, w ziemi Lachów, dokąd po najeździe mongolskim w połowie XIII wieku zaczęły napływać immigracja ruska; w podobnyż sposób zruszczyła się znacznie ziemia Grodów Czerwieńskich. Obie te krainy nazywano następnie razem Rusią Czerwoną i nazwa ta utarła się. Dzieła zruszczenia dokonała unja brzeska. Aż do roku 1569 bardzo niewiele tedy Rusi należało do królestwa polskiego; dopiero w owym roku przyłączyły się do Polski dobrowolnie ziemie południowo-ruskie, Podole, Wołyń, Podlasie, Bracławszczyzna i Ukraina, ażeby uzyskac prawo polskie publiczne bez względu na to, czy dojdzie do skutku ściślejsza unja Polski z Litwą; opuszczali W. Księstwo Litewskie, prosząc o obywatelstwo polskie, a Zygmunt August przychylił się do tej prośby. Geneza panowania naszego nad Rusią tkwi tedy w tem, że jedni Rusini osiedlili się na naszej ziemi, a drudzy sami wprosili się do państwa polskiego. Ani jednego Rusina nie przyłączono do Polski nigdy przemocą"
Źródło: Polskie Logos a Ethos 1921, t. II, Wyd. Księgarnia św. Wojciecha, s. 110.
Ober retweeted
1/32 11 July 1943. Bloody Sunday. 83 years ago at dawn, UPA units surrounded Polish villages in Volhynia. On that ONE day at least 99 localities were attacked. All murdered: women, children, the old. This is a genocide's anniversary. The perpetrator has a name: OUN-UPA. ⬇️
Ober retweeted
En el año 2000, unos obreros que retiraban una torre eléctrica cerca de Roma dieron con unos escalones que bajaban a una tumba romana sellada. Dentro, en el dedo de una mujer, un anillo de oro guardaba el rostro en 3D de un joven muerto hacía 1.900 años. Tira del hilo 🧵👇🏽👇🏽👇🏽
Ober retweeted
🔴⚫️Zelenskyy has issued yet another solemn statement about the Volhynia genocide. Not a single word, however, about who committed it—namely, the very UPA figures his state continues to celebrate as national heroes.
Imagine, for a moment, a German politician standing at Auschwitz or Babyn Yar and offering condolences for the "civilian victims," while carefully avoiding the awkward question of who murdered them. No mention of perpetrators. No ideology. No responsibility. Just vague, sanitized grief.
The absurdity is obvious. Yet this is precisely the rhetorical formula Kyiv increasingly applies to Volhynia.
Because once the obvious questions are asked—Who killed? Why? In whose name?—the official mythology begins to crack. It becomes harder to reconcile the language of universal human rights with the state-sponsored glorification of men who butchered women, children, and the elderly in pursuit of an ethnically homogeneous nation under the red-and-black banner.
Those are uncomfortable questions. Which is precisely why they remain unanswered.
Ober retweeted
🔴⚫️Do you support banning the UPA flag in Poland (and the European Union)?
-----
The President of Poland emphasized that the red-black flag of the UPA adheres to its symbolism and aesthetics with what Germany called "the land and blood".
"We don't want to see this flag in Poland. I will do everything to prevent it. I believe that the Polish parliament will pass the law. This flag encapsulates the entire ideology of the Ukrainian nationalist who murdered Polish women and children", he added.
Ober retweeted
So, if I’ve got this straight:
in March, the Poles send Kyiv outrageously expensive and desperately scarce Patriot missiles, and two months later Zelensky says “thanks” by giving the middle finger and naming an elite military unit after the "heroes" who butchered their women and children?
Banderite-style gratitude at its finest.
Ober retweeted
For several years, I worked with Polish colleagues to record interviews with witnesses to the massacres of Poles carried out by the OUN and UPA.
It was a difficult experience, marked by concerns for my own safety and accusations that I was a "Pole" or a "Jew" (Zhydivka) rather than a "real Ukrainian."
One of the most revealing encounters took place in the village of Barysh, in the Ternopil region, where a UPA unit led by “Bystryi” attacked the village on the night of Feb. 5–6, 1945. Local residents assisted the attackers. A total of 135 people were killed, including women and children.
I managed to speak with Maria (name changed), whose brother had taken part in the massacre. But her daughter was insisted on being present during the interview.
Maria did not hide that the attack was carried out by the “Banderites.”
However, clarifying questions about the causes of the attack, how exactly it happened, whether the locals took part in it, who the victims were and how they were buried made Maris’s daughter feel uneasy.
She was unhappy that Maria named her brother among the participants in the attack. So she tried to deny her mother’s words, emphasizing: “It seems to me that he was not there.”
I went on asking about other nationalists in the village and their activity. Maria’s daughter then asked me about the “purpose of gathering information,” although I told her about myself and the research before the interview.
I had to explain the purpose of my visit again. To which she suggested that I was “against Ukrainians,” so
she “doubts” my intentions. Then Maria’s daughter convinced me that in her opinion, the Poles “liked the Soviet authorities” and “maltreated the Ukrainians.”
She began to interrupt her mother even more persistently and to comment on my every question. She also stressed: “But they [mother], I want to tell you, when they had a good memory, they used to say that all that massacre, all those events were started by Poles. They always would tell me that.”
Maria’s daughter was visibly nervous and angry. She said sharply to her son, who had also recently come to the room: “Call [your] dad.” This request puzzled me. It seemed that by doing so, she wanted to involve him in the conversation to convince me of her statement about the “guilt” of the Poles, who, in her opinion, was the first to commit hostile actions against Ukrainians.
So, a tall and stately middle-aged man entered the room. He did not sit down and stood the rest of the interview, making me feel uncomfortable and even threatened"....
The full story is in the comments👇
Ober retweeted
The myth of the OUN and UPA in today’s Ukraine is built on the glorification of their anti-Soviet struggle. Yet an inseparable part of that struggle was the use of lethal terror against 🇺🇦civilians.
Entire families became victims of this terror under the principle of collective responsibility practiced by the Ukrainian underground.
Their targets included schoolteachers, collective farm chairmen, school principals, Komsomol members, party and political officials, as well as young women who were romantically involved with men deemed 'enemies' (Poles, Jews, Red Army officers, etc.)
Below is a OUN Security Service report from one particular region.
Among other things, it records that in the village of Uhertsi, Lviv region, in 1944, OUN militants killed the head of the village council, Osyp Kanchir, 39 years old; his wife Mariia, 44; and their two children — three-year-old Mariia and one-year-old Petro.
So, when you celebrate the UPA, remember these innocent children as well.
Ober retweeted
🇵🇱🇺🇦 Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha mówi o "dyktowaniu historii". Ale Polska nie dyktuje Ukrainie historii - Polska przypomina, że UPA nie jest neutralnym symbolem, tylko formacją związaną z ludobójstwem Polaków. Kijów próbuje zamienić spór o kult UPA w spór o ukraińską podmiotowość. To bardzo wygodne, ale nieuczciwe.
Ukraina ma pełne prawo do własnej historii, ale nie ma prawa oczekiwać, że Polska będzie milczeć, gdy w tej historii na piedestał wynoszeni są "Bohaterowie UPA". Sybiha próbuje przedstawić polski sprzeciw jako atak na ukraiński naród i żołnierzy. To wygodne odwrócenie problemu. Spór nie dotyczy prawa Ukrainy do pamięci, lecz granic tej pamięci tam, gdzie zaczyna się polska rana po ludobójstwie.
Wypowiedź Sybihy jest bardzo świadomym odwróceniem osi sporu. Zamiast rozmawiać o tym, że Zełenski nadał jednostce wojskowej imię "Bohaterów UPA", czyli symbolu w Polsce jednoznacznie obciążonego Wołyniem i ludobójstwem polskiej ludności cywilnej, ukraiński MSZ przesuwa ciężar na rzekomą "zniewagę ukraińskiego narodu" i "dyktowanie historii". To jest zabieg polityczny, nie przypadkowa emocjonalna wypowiedź.
Sybiha mówi o dialogu, ale język ma konfrontacyjny. "Nie będziemy tolerowali", "będziemy odpowiadać symetrycznie", "czas ignorowania minął" - to nie jest ton deeskalacji. To raczej komunikat, że Ukraina uważa, że jej podmiotowość wzrosła i że Polska nie powinna już oczekiwać szczególnej wrażliwości w sprawach historycznych.
I właśnie dlatego Polska nie może dać się sprowadzić do narożnika w narracji, że to ona eskaluje spór albo "gra pod Moskwę". Jeżeli Ukraina chce umiędzynarodawiać własną opowieść o historii i swojej podmiotowości, Polska tym bardziej powinna umiędzynarodowić prawdę o Wołyniu i o tym, czym UPA była dla Polaków. Nie przeciw Ukrainie. Przeciw relatywizowaniu ludobójstwa.
Niestety ta wypowiedź pokazuje, że szanse na szybką deeskalację są dziś niewielkie. Kijów nie tylko broni decyzji Zełenskiego, ale próbuje przedstawić polski sprzeciw jako zamach na ukraińską tożsamość. Być może prezydent Ukrainy coraz mocniej myśli już kategoriami polityki powojennej i wewnętrznego elektoratu. Być może w Kijowie uznano, że koszt sporu z Polską jest dziś mniejszy niż koszt ustępstwa wobec własnych środowisk narodowych i wojskowych.
To jest moment, w którym polska klasa polityczna - niezależnie od sporu między rządem, prezydentem i opozycją - powinna mówić jednym głosem. Możemy różnić się w ocenie formy reakcji, ale nie powinniśmy różnić się co do ocen, że UPA nie może być przedstawiana jako neutralny symbol walki o wolność, gdy dla Polaków pozostaje symbolem ludobójstwa.
Jeżeli Warszawa sama będzie wysyłała sprzeczne sygnały, Kijów szybko zrozumie, że wystarczy rozgrywać polskie podziały. A wtedy problem Wołynia znów zostanie sprowadzony do "politycznej awantury" zamiast do sprawy pamięci, prawdy i elementarnego szacunku wobec ofiar.
Wciąż jednak trzeba zostawić miejsce na rozsądek. Polska i Ukraina są dziś skazane na trudne, ale konieczne sąsiedztwo - zwłaszcza wobec Rosji, która tylko czeka na trwałe pęknięcie między Warszawą a Kijowem. Deeskalacja nie może jednak oznaczać milczenia Polski, tak jak pamięć historyczna nie może być traktowana jako przeszkoda w relacjach dwustronnych. Potrzebny jest powrót do rozmowy, ale rozmowy uczciwej: bez relatywizowania UPA, bez szantażu emocjonalnego i bez udawania, że Wołyń jest wyłącznie "tematem dla historyków".