Pinned Tweet
Kobieta sprzątająca obraz. Wrocław I poł. XX w.
Choć wygląda jak tani fotomontaż, zdjęcie jest prawdziwe i zostało zrobione podczas konserwacji wrocławskiej Panoramy Racławickiej. Panorama to jedyny w Polsce obraz, który da się pozamiatać.
Pociąg osobowy z Krynicy do Krakowa zaliczył opóźnienie 5200 minut!
Absurd! 400 osób w zatłoczonym pociągu z Krynicy musi czekać 13 minut na stacji Kraków Płaszów. Powód?
@PKP_PLK_SA zaplanowała postój od 9:03 do 9:17.
Większość podróżnych wysiada w Krakowie Gł.
400 os. x13 min= 5200 minut
@PiotrMalepszak i @Smolka_Lukasz
zrobimy coś z tym?
Prokurator Andrzej Golec, były prezes stowarzyszenia Ad Vocem skupiającego prokuratorów związanych ze Zbigniewem Ziobrą, wszedł w nocy do mieszkania obcego mężczyzny i miał przyglądać się mu, gdy ten brał prysznic - wynika z informacji tvn24. Gospodarz wezwał policję, która wyjaśnia okoliczności zdarzenia. - Pomyliłem drzwi do mieszkania - tłumaczy Golec.
🔹Czytaj więcej w artykule @MaciejDudaRed i @robertzielinski ⤵️
tvn24.pl/polska/incydent-z-u…
ludek retweeted
Dziś, 1 września 2026 r., Donald Tusk w bezpardonowy i brutalny sposób zmusił blisko 4,9 mln uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych do rozpoczęcia nauki szkolnej.
Patoprawica podzielona w temacie tego, czy niewierzący w kościele powinni stać czy siedzieć.
Replying to @MagdaBiejat
@MagdaBiejat jeśli przychodzi Pani do kościoła, wypada uszanować miejsce, w którym się Pani znajduje, oraz ludzi, dla których wiara jest czymś świętym. Ostentacyjne stanie, gdy inni klękają, nie jest żadnym przejawem odwagi ani nowoczesności. Następnym razem, jeśli nie potrafi Pani uszanować zasad i obyczajów panujących w świątyni, proszę po prostu poczekać przed kościołem.
ludek retweeted
Jak to wygląda w nocy?
Nocne latanie jest bardzo trudne. Przede wszystkim dlatego, że kompletnie nic nie widać na zewnątrz. To nie jest jak noc na ulicy w mieście, w świetle latarni, samochodów, domów (w czasach mojego dzieciństwo i młodości były jeszcze migające neony, ciekawe co z nimi? Teraz są świecące bilbordy). To nie jest nawet jak noc na wsi, gdzie też dociera różne sztuczne oświetlenie, choćby z domostw. Jak chcecie zobaczyć, jak to jest, idźcie o 02.00 w nocy do lasu, głęboko wśród drzew, daleko na ile dacie radę. Zapewniam Was, że dla wielu to zapierające dech przeżycie. Zawsze, kiedy chodziłem nocą do lasu (zdarzało mi się przed amputacją nogi) to była fajna adrenalina, coś niepowtarzalnego. Żadne tam "wejrzeć w siebie w kompletnej samotności i odcięciu od bodźców". Guzik prawda. Człowiek rozgląda się trwożliwie i truchleje słysząc trzask łamanej przez jakąś sarnę czy coś podobnego gałązki, a nie widząc kompletnie niczego. Chyba, że błysk w oczach zaciekawionego lisa, choć dostrzec zwierzę w nocy w lesie (choć wtedy się zaczyna prawdziwe animalne życie) jest niesamowicie trudno.
W nocy w powietrzu jest jak w lesie. Szczególnie w każdą noc, kiedy księżyc nie jest bliski pełni. Wokół nie ma dosłownie nic, a jedynie gdzieś daleko widać takie świetlne punkciki na ziemi. Jeśli są chmury, potrafią się one odbijać na górze, co jest złudne, bo człowiek traci orientację w jakim właściwie położeniu jest. Trzeba twardo wierzyć przyrządom, wierząc że właściwie złożyliśmy sobie w głowie położenie wskazówek i odczyt różnych cyferek.
Innego samolotu czy śmigłowca jak nie ma świateł pozycyjnych nie widać niemal wcale. Tym bardziej można docenić robotę nocnych myśliwców w II wojnie światowej. I nie dziwi fakt, że ich samoloty na potęgę wyposażano w ówczesne prymitywne radary, dodawano im nawigatora - operatora radaru, który był też dodatkową parą oczu. Dopiero z bliska można dostrzec zarysowaną ledwie sylwetkę celu, przykrywającą światła na ziemi, jak się akurat tak złoży. Popatrzcie na ten film z ukraińskiego myśliwca i sami oceńcie, jak się zestrzeliwuje pocisk manewrujący w nocy. A teraz wyobraźcie sobie, że przed atakiem, zgodnie z POKOJOWYMI wymogami, macie NAJPIERW przeprowadzić wizualną identyfikację celu. Całe szczęście, że jest termowizyjny zasobnik celowniczy Sniper. No i w czasie pokoju trzeba czekać, aż się wleci w strefę mniejszego zaludnienia (z zasady nie strzela się rakiet do celu powietrznego nad lub przed miastami, dużymi wsiami, rejonami gdzie domy wiejskich mieszkańców są dość gęsto rozproszone w okolicy). Dlatego wyznaczone są sektory leśne, z rozległymi polami uprawnymi, itd.
Taka jest praca pilota myśliwskiego. Oni to potrafią, ale popatrzcie po prostu, jak to wygląda, żeby mieć jakieś wyobrażenie.
Na filmie z MO Ukrainy - MiG-29 zestrzeliwuje w nocy pocisk manewrujący.
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. buycoffee.to/dafiszer
ludek retweeted
Powiedzcie mi, skąd u nas tylu znafcuf?
Powszechne pytania: gdzie szczątki rakiety, wyparowały?
Nie, nie wyparowały. Jak rakieta o energii kinetycznej 23,5 megadżuli (mówiąc po ludzku - pierdylnie w ziemię z siłą 23 500 ton) gdyby przyjąć 500 km/h uderzy tak plus minus pionowo w ziemię uprawną, pulchną, to zostanie na powierzchni, czy może się ciut wbije pod ziemię?
Pomyślmy... Jakieś marne 23 500 ton, przecież to pestka, tyle to Budzian na klatę weźmie i nawet nie poczuje, prawda?
Dobra, no wjedzie w ziemię jak cholera. Nawet na kilka ładnych metrów. 18 lutego 1984 r., w okolicach Mińska Mazowieckiego rozbił się MiG-21PF. Samolot uderzył w ziemię pod kątem około 85 stopni (niemal prostopadle) z ogromną prędkością (1,6 Ma). Maszyna wtopiła się głęboko w grunt. Ze względu na siłę uderzenia i głębokość penetracji, części samolotu pozostały w ziemi, a mniejsze fragmenty do dziś bywają znajdowane przez lokalnych rolników i składane przy upamiętniającym to miejsce kamieniu z tablicą. Ocenia się, że silnik samolotu wbił się w ziemię nawet na około 12 m. Dlatego uznano koszt odkopania za zbyt duży (kopalnia odkrywkowa). 12 m to cztery piętra w dół...
W naszym przypadku pocisk mógł "wjechać" na 2-4 m w ziemię, piszę na podstawie doświadczeń ze zrzucanych bomb i kraterów na poligonie. I wiecie co się dzieje? Wybucha głowica, tak ze 3 m pod ziemią. Ktoś zaprotestuje, ale pocisk Ch-101 ma długość 7,45 m, to by wystawał! Nie moi drodzy, to nie tak. Samolot/pocisk nie wbija się w ziemię jak T-38 na Hot Shocie: diiinnnngggg! W momencie trzaśnięcia z siłą owych 23 500 ton rozkłada się na czynniki pierwsze w ułamku sekundy, najgłębiej zwykle leci silnik, bo jest ciężki i ma mocną konstrukcję. Resztka szczątków w postaci drobnych wiórków wbija się płyciej, albo leży nawet na powierzchni leja.
I w tym momencie pierdut! Wybucha wbita w ziemię głowica. Jest w grubej mocnej osłonie by wymusić fragmentację odłamków, dlatego weszła zaraz za silnikiem. Tony ziemi znajdujące się wyżej wylatują w górę. Część rozsypuje się przemieszana z drobnymi szczątkami w promieniu tych 200 m. Ale część leci do góry i spada, zasypując sobą te szczątki, co leżały i ewentualne opalenia. Wzruszona ziemia rozstępuje się nieco, tworząc niewielki nasypik na około leja.
Pytacie gdzie są szczątki? No to weźcie szpadel i kopcie. Kopcie, kopcie, a po kolei wszystko znajdziecie. w drobnych kawałkach, ale pędnia silnika ma szansę być cała, z wałem, tarczami sprężarki i turbiny, z pourywanymi łopatkami, z rozprutą komorą spalania i rozerwaną na kawałki osłoną. Zobaczycie, założę się, że ludzie jeszcze długo będą na tym polu znajdować drobne szczątki rozpieprzonego w drobny mak pocisku. Może nawet zacznie się handel w sieci i się okaże, że z czasem sprzeda się jakieś 50 ton "szczątków ruskiego pocisku" Lol!
A na zdjęciu lej po Ch-101 na Ukrainie. Jak widzicie, także i tu szczątki wyparowały... Takich zdjęć jest bardzo wiele.
Fot. BBC Ukraine, SZ Ukrainy
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. buycoffee.to/dafiszer
ludek retweeted
Nie byłem pilotem myśliwskim. Byłem od demolki na ziemi.
Lubiłem to. Wyobraźcie sobie salwę 128 rakiet niekierowanych z czterech pełnych zasobników UB-32. Wchodzicie w nurkowanie, zapusk lasera, przełącznik na S-60 na drążku marka celownika na cel, obserwujecie skalę odległości na szybie celownika, wchodzi w strefę dozwolonego ognia, zielona lampka na celowniku, więc dociskacie odbezpieczony już przycisk "podwieski".
I słyszycie takie dźwięki, jakby ktoś otwierał 132 butelki szampana. Takie pum-pum-pum, taki głuchy dźwięk jak otwierana butelka. Takie dziwne trochę. Nie tak jak z działek, kiedy huk wystrzałów wstrząsa wami do szpiku kości, samolot drży, a w kabinie pojawia się smród spalonego prochu, bo niewielka część dymu zasysana jest do wlotu do wentylacji kabiny. Tylko właśnie takie głuche pum-pum-pum!
Przed samolotem pojawia się cała kupa ognia i dymu. W sekundę zasłania Wam to cały widok do przodu, ale nie można spękać, bo jak zaczniecie wyprowadzać, to wysiejecie rakiety daleko za poligon, a one cały czas lecą: pum-pum-pum! I lecicie w ten ogień i dym kuląc się odruchowo w kabinie, jakby Was miało poparzyć, nie widać już ziemi. To tylko dwie i pół sekundy, zaraz przestaje "pukać", wszystkie 128 rakiet poleciało. Puszczacie przycisk "podwieski" i wyprowadzacie ostro, bo pod Wami za chwilę rypnie na ziemi 132 rakiety wywalając odłamki w niebo. Przeciążenie wgniata Was w fotel, ale trzeba drzeć w górę, trzeba przelecieć nad tą chmurą odłamków która Was goni, a każdy z tych odłamków ma szansę zamienić Wasz samolot w spadający wrak lub kulę ognia. Kiedy przed sobą widzicie już tylko niebo, idąc ostro w górę, 5-7 sekund po tym jak zaczęliście opróżniać bloki rakiet UB-32, można złapać powietrze: jeszcze raz się udało!
Odchodzicie w bok i wtedy możecie popatrzeć: tam gdzie był wasz cel jest teraz wielka kupa dymu i kurzu, dymu który zamienia się w coraz wyższy słup. Czy jest coś lepszego co można robić w piątkowe popołudnie?
Ale latałem też na przechwycenia. Jako bombol, nie miałem radaru, korzystałem z nawigatora naprowadzania, który wyprowadzał mnie na cel, wyprowadzając w jego tylną półsferę, gdzie rejestrowałem parametry odpalenia imitatorem pocisku rakietowego na podczerwień UZR i robiłem ze dwa ataki na "foto" jak bym strzelał z działek. Raz goniłem cel, bo był daleko, włączyłem sobie dopalanie na wysokości 6800 m i nagle coś mi nie pasuje: prędkość przyrządowa prawie 900 km/h, ale rzeczywista... Rzeczywista jakieś1400 km/h, rzut oka na Machomierz i o kuuźwaa!! Ma=1,3. Ja pierdylę... No to szklarze zacierają ręce, gdzieś pod Chojnicami poleciały szyby w całej okolicy. Wyhamowałem do poddźwiękowej jakoś i dokończyłem przechwycenie. Ale co usłyszałem od dowódcy nie będę powtarzał. Gdyby usunąć słowa uznane za nieprzyzwoite, to nic nie powiedział.
A teraz wyobraźcie sobie F-16C idącego ze strefy CAP (Combar Air Patrol) w stronę granicy skąd lei wrogi pocisk. Na ekranie radaru ma nadlatujący pocisk, prędkość zbliżania to 1800 km/h, zbliża się do niego pół kilometra na sekundę. Dwie sekundy i jest kilometr bliżej.
Idealne warunki do odpalenia AMRAAM na czołowej, echo na dopplerowskim radarze jest pewne i wyraźne, nawet na tle odbić od ziemi, jak pilot podkręci zakres MTI (Moving Target Indicator).
Jak by była wojna to trzeba zrobić dwie rzeczy. Krzyknąć do kolegi Ukrainca po drugiej stronie granicy: break, break, break, sharply to south-east, go south-east! (albo north-east), w zależności od ułożenia obu myśliwców i celu. Musi zejść z linii strzału, bo co jak rakieta AMRAAM zgubi w czasie lotu śledzenie celu i zrobi "lock-on" na ukraińskim F-16? Niech spada jak najdalej! Tylko kuźwa nie pod kątem prostym, bo wejdzie w zakres "blind speed" i zniknie Wam z radaru, bo to radar dopplerowski. Ale miejmy nadzieję, że wie o tym, pamięta i pójdzie skosem, żebyście widzieli, jak się oddala ze strefy ognia.
AMRAAM leci do celu na czołowej, choćby z bliska, z20-30 km kiedy na wszelki wypadek puścimy go na zakresie "LBL" (Lock-On Before Launch), blokując mu głowicę na celu, żeby mu nie przyszło do głowy uchwycić coś innego, niż ruski pocisk. Poszedł! I za chwilę słyszycie nawigatora w słuchawkach: kill confirmed, break left! I po sprawie. Wracacie i macie zaliczony "kill", zestrzelenie.
Ale jest pokój. Wyprowadza Was nawigator ze strefy CAP (Combat Air Patrol) i wydaje polecenie: "execute Vi-aj-di! Angel twenty zero-zero" (angel to wysokość celu w kodzie "myśliwskim, 2000 to stopy, 600 m) Odpowiadacie: "roger, going visual, vector me!" (kieruj mnie). Nawigator odpowiada "heading nine-zero, maintain speed". Prowadzi Was w bok od nadlatującego celu. Zanim się zrównacie "Viper one, hard left for two seven zero! Execute now!" Kładziecie samolot ostro w lewo zawracając o 180 stopni, na kurs zachodni (270), a poświata księżyca oświetla leciutko ziemię gdzieś za lewym skrzydłem. Widać na ziemi pojedyncze światła, poza tym ciemno, tylko czerwona poświata od przyrządów i ekranów.
I znów nawigator: "bandit two o'clock, distance six! Czyli 9-10 km przed Wami, lekko z prawej, bo te sześć to mile morskie. Wyświetlacie na ekranie po prawej IIR z zasobnika Sniper przełączając zakresy zobrazowań MFD (Multi Function Display) , włączacie zakres slave zasobnika. Radar macie na TWS (Track While Scan), tak by po uchwyceniu celu od razu przeszedł na śledzenie, ale żeby nie gubić z pola widzenia sytuacji powietrznej. Potwierdzacie, że Wasz prowadzony zawrócił za Wami i jest gdzieś z prawej, z tyłu, osłania Was. W każdym razie nie plącze się przed Wami, bo jak będzie "positive VID", to dostaniecie komendę na otwarcie ognia. Radar złapał cel i na "slave mode" skierował oś optyczną zasobnika na niego.
Na ekranie majaczy wam połyskująca, zamazana sylwetka rakiety skrzydlatej. Krzyczycie do nawigatora: "Eagle, Viper one, VID positive, VID positive!" I nawigator woła podniesionym głosem "cleared hot, cleared hot! Take it!" Obramowanie na wskaźniku HUD zapala się na czerwono, w słuchawkach wyje - jest "Lock"! Drżącą ręką naciskacie przycisk odpalenia na bocznym drążku sterowym, AMRAAM z wyciem opuszcza wyrzutnie na końcu skrzydła, błysk silnika ciągnącego kitę ognia oślepia Was. Mrużycie oczy, bo przez ten cholerny ogień gówno widzicie, odruchowo drążek na siebie, do góry, do góry! Dalej od ziemi. Nawigator krzyczy: "Kill confirmed!" Break, break!" Odchodzicie w bok, by nie wlecieć we fruwające szczątki. Można wracać do Łasku albo z powrotem do strefy dyżurowania CAP.
A teraz popatrzmy. Jest wojna, idziecie na czołowy (head-on BVR - Beyond Visual Range Engagement). 20-30 km od granicy i pocisk spada.
Jest pokój, dostajecie komendę na VID. Zrównujecie się z celem 50-60 km od granicy. Po zwrocie o 180 stopni pocisk jest już ponad 70 km od granicy. Radar go szuka, jest! Jakieś 90 km od granicy. Teraz na ekranie obraz ze Snipera, jest! Mam positive VID, pocisk 100 km od granicy. Jest zgoda i odpalacie pocisk, 110 km od granicy. Dostał, 120 km od granicy, spadł. I gitara! Ale de facto spadł 92 km od granicy sam z siebie, nim opisana sekwencja została zakończona. A wg. gen. Nowaka brakowało do końca 1-2 minuty.
A wiecie dlaczego mu wierzę? Bo jak to rozliczyłem minuta po minucie, to mi też tak wyszło. Dokładnie, 1-2 minuty.
VID powoduje że potrzebujecie dodatkowych pięciu minut, na dolot do niego (dwie minuty), zwrot (minuta), ponowne przechwycenie na radarze po zwrocie i skierowanie osi optycznej Snipera (minuta), zgodę na strzał i sam strzał (minuta), razem 5 minut. 80-90 km dalej od miejsca 20-30 km od granicy kiedy został przez Was uchwycony na radar po raz pierwszy, i kiedy mogliście zrobić Head-on BVR, gdyby była wojna, zdjąć go tam.
Ale nie ma wojny. I chyba dobrze, nie?
Jak doczytaliście do tego miejsca, to jesteście zuchy! Nie usnęliście?
No to super!
Na zdjęciu Su-22 w czasie nocnych lotów, Świdwin
Fot. Michał Fiszer
Jeśli chcecie, żebym poświęcał swój czas na te wpisy, jeśli w ogóle chcecie je czytać, to poproszę o kawkę. To tylko kilka złotych, a mnie rekompensuje włożony w tę pracę czas. buycoffee.to/dafiszer
ludek retweeted
Wczoraj w Sejmie zadałam Robertowi Bąkiewiczowi proste pytanie: ile podatku i składki zdrowotnej odprowadził za 2025 rok?
Stał na mównicy, grał rolę wielkiego patrioty i obrońcy granic. Usłyszał konkretne pytanie o swoje rozliczenia z fiskusem – i się mocno zdenerwował. Wstał, zaczął krzyczeć.
Podczas gdy tysiące zwykłych ludzi, w tym Ukraińcy, wpłacają do polskiego budżetu miliardy (tylko w 2024 roku z podatków i składek było to ok. 15–18 mld zł), a ich praca wygenerowała aż 2,7% polskiego PKB, on ma „trochę grosza na zbiórkę”, z których – jak sam sugeruje – da się żyć. I właśnie na tym polega różnica.
Oczywiście już pojawiają się manipulacje – ktoś wycina tylko fragment wypowiedzi i puszcza dalej bez kontekstu. Dlatego warto zobaczyć całość. Pytanie było jasne, reakcja też 👇
Wiecie , że Morawiecki był wynajęty przez Kaczyńskiego?
Replying to @PiotrMuller
Panie Piotrze,
to był rząd Zjednoczonej Prawicy, który najął M. Morawieckiego do pełnienia tej funkcji.
Niech Pan to sobie zapamieta:
"Rząd Zjednoczonej Prawicy"‼️
Z harcerskim pozdrowieniem. 🫡
W Berlinie się nie udało to spróbujemy w Legnicy.
e-legnickie.pl/wiadomosci-z-…
ludek retweeted
Relacja zabłąkanego protestownika berlińskiego.
Miałem rozpętać drugą "Drugą Wojnę Światową", ale niemiecki budzik mnie zatrzymał. #Bąkiewicza #Berlin #zaspał
A Cuban mechanic, Juan Carlos Pino, modified his 1980 Polski Fiat to run on charcoal instead of gasoline, offering a cheaper alternative amid fuel shortages caused by US sanctions reut.rs/3NzcSyP
Facing US oil blockade, Cuban man powers car with charcoal - News
ludek retweeted
A oto jak Przemuś Czarnek babcię swą nawiedził.
Była sobota, a Przemek - jako dobry wnuczek przynajmniej jedną sobotę w miesiącu babci poświęcał. Miała starowina już 95 lat, ale zdrowia była pełnego, bo w harcerstwie i w AK służyła patriotka.
Umył się Przemek więc tą sobotą szczególnie starannie, pamiętając, że babcia już od dzieciństwa go higieny uczyła. Wziął domową nalewkę i poszedł.
Przytuliła go starowinka serdecznie i zaraz do ciepłej warzywnej zupy zaprosiła. Gdy podjadł trochę babcia zapytała. A synuś ruskie tu do nas nie wejdą?
Nie wejdą Babciu - bo jesteśmy silni, tylko tego Tuska musim obalić, bo on wróg i drań potworny.
Ale żebyście wnuczku broń mieli, a nie tak jak my podczas wojny.
Mamy broni dużo babciu - odpowiedział rezolutnie Przemek, bo jeszcze za naszych rządów nakupiliśmy z Korei samolotów i od amerykańskich sojuszników.
A tych z polskich fabryk to nie chcecie kupić? - zapytała babcia.
Nie możemy, bo nam Amerykanie powiedzieli, że jak nie będziemy tylko od nich kupować, to już nie będą nas przed Tuskiem bronić - powiedział Czarnek przełykając warzywną, ciepłą strawę.
To Tusk gorszy czy Rusek? - zapytała babcia.
Tusk babciu - bez wahania odparł potomek patriotki. Bo Rusek to chociaż przyjaźni się z naszym Trumpem, a Tusk go nie znosi, a to przecież Trump ma nas przed ruskiem obronić - dodał.
A za co Przemuś kupicie tej amerykańskiej broni? Pieniądze macie? Tej z Unii nie potrzebujecie?- nie ustępowała w ciekawości staruszka
Kupimy za złoto do ministra Glapińskiego - tłumaczył cierpliwie wnuczek.
A złota nam nie trzeba? - zapytała.
Sprzedamy złoto, bo teraz jest drogie, a kupimy je jak potanieje - brnął dalej. Bo z Unii te pieniądze to Tusk załatwił i wyszłoby na to, że jemu wojsko zawdzięcza broń.
A te złoto, to kiedy sprzedacie? - zapytała.
Jak Tusk pozwoli, abyśmy to my za nie broń amerykańską kupowali, bo on by chciał ją od razu, a ludzie Trumpa mówią, że trzeba jeszcze chwilę na nią poczekać, ale zapłacić już teraz musimy- odpowiedział.
To kiedy ona będzie.? - drążyła nieustępliwie.
Za 20 lat - odpowiedział.
W tym momencie babcia nie wytrzymała.
Wstała od stołu podparła się o blat i językiem, który u dawnej harcerki nigdy Przemek nie słyszał powiedziała.
Chcesz mi powiedzieć, że broń kupicie od tego starego satyra-pedofila, z którego cały świat się śmieje i będziecie ją mieli za 20 lat, a toż ruskie bombardują teraz nam sąsiadów. Co będzie za 20 lat to ani ja, ani ty nie wiesz, a pewnie oboje nie dożyjemy, bo ja umrę ze starości, a Ciebie te twoje kłamstwa zaduszą. Babci wmawiasz, że złoto sprzedaż drogo, a kupisz tanio, a przecież jak wojna jest to złoto jeno drożeje. Mamisz tym Tuskiem, że to większe zło niż rusek, a jednak Tusk nikogo nie bombarduje, a ruski co noc w Ukrainę strzelają. Bredzisz, że jak bierzesz pożyczkę na 6% w Korei to dobrze, a jak na 3% w UE to źle.
Ty Przemku albo masz babcię za kretynkę z twojej ruskiej partii albo sam już tak do końca zdurniałeś od tego przesiadywania z waszym guru z Nowogrodzkiej, że już zapomniałeś, żeś Polak. A Polak wspiera polskie wojsko, a nie obce, choćby sojusznicze. Już w 1945 nas ci sojusznicy raz załatwili, bo tacy Przemku jak ty debile zamiast kupować broń, to w gwarancje zamorskie wierzyli. Jeszcze raz babcię okłamiesz, to cię wydziedziczę -krzyknęła rozsierdzona staruszka i wywaliła Przemka z chałupy. A ten wracając jak niepyszny do domu zastanawiał się nad jednym: jak ten Tusk dotarł nawet do jego babci.























