TrashTalkShow retweeted
The top 10-15 most marketable players in the NBA can intentionally depress their salaries to stack their teams… and make up the $ tenfold.
This is an issue for a salary cap league.
SCOOP: LeBron James will be paid $15 million per year under his endorsement deal with Polymarket.
That's roughly $11 million more than the 76ers will pay him this season to play basketball.
Reporting with @sportsrapport for @FOS:
frontofficesports.com/articl…
TrashTalkShow retweeted
🍔
BREAKING: The NBA has ruled on the Los Angeles Clippers in for salary cap circumvention investigations on Kawhi Leonard after yearlong probe -- stripping the franchise of 5 first-round picks, issuing a $30 million fine to owner Steve Ballmer and suspensions for Ballmer, Lawrence Frank and Gillian Zucker, sources tell ESPN.
Kawhi Leonard will have to pay $700,000 in restitution for improper benefits by the Clippers for his uncle and former business rep, Dennis Robertson. No contract void or suspension for Leonard. And Robertson -- who was fired by Leonard in June -- is being banned by the NBA from all business dealings.
TrashTalkShow retweeted
Proud to be a part of this group. The guys were awesome today. Sorry I couldn’t be out there at the end but I’m forever grateful to be a part of this team & country. 🇵🇱 To the fans, DZIĘKUJĘ BARDZO 🫶🏾 You all are simply amazing.
TrashTalkShow retweeted
Everyone’s asking who gets Miami an ISO bucket when a possession dies and Giannis is walled off.
I pulled career play-type data on a few of the guys most likely to get that opportunity.
The Heat’s most efficient isolation scorer isn’t Giannis Antetokounmpo🧵
TrashTalkShow retweeted
🚨GIVEAWAY #9🚨
ONE lucky HEAT FAN (I’ll check) will win 1 Giannis Antetokounmpo Swingman Jersey of choice!
To enter:
1. Follow @HeatForum
2. Like & RT this tweet
3. Reply with your fav Giannis moment
Winner picked July 31st via LIVE wheel spin. GOOD LUCK!
Full rules below 👇
TrashTalkShow retweeted
Seven years.
It’s hard to put into words what this city has meant to me.
When Miami drafted a 19-year-old kid out of Kentucky, they believed in me before I’d proven anything. Together, we experienced just about everything this game has to offer.
Two trips to the Finals. Deep playoff runs. Becoming an All-Star. The highest highs, the toughest moments, and every lesson in between.
Through every challenge, every expectation, every rumor, and every setback, I always believed in one thing: put your head down, go to work, and represent the name on the front of the jersey the right way. Every time I stepped on the floor, my goal was to help bring another championship to Miami.
This city gave me more than a basketball career.
It gave me a place to grow up.
I became a man here. I became a father here. I built lifelong relationships here.
Miami became home.
To Spo, Pat, Micky, the entire organization, my teammates, the coaches, trainers, equipment staff, arena staff, and everyone who poured into me over the last seven years—thank you. Thank you for believing in me, pushing me, challenging me, and helping shape the player and person I’ve become.
And to the fans…
Thank you for riding with me.
Through every big shot, every playoff run, every injury, every rumor, and every season—you showed me love I’ll never forget. Whether you cheered for me in the arena, wore my jersey, or simply believed in me, I felt it. I’ll always be grateful for that support.
As excited as I am for this next chapter back home in Milwaukee, a part of me will always belong to Miami.
Miami didn’t just shape my career.
It shaped my life.
Thank you for everything.
— Tyler
TrashTalkShow retweeted
Kamil Łączyński appreciation post.
Kto by się spodziewał że będzie ciągnął kadrę w 2k26.
Już mniejsza o punkty, gość dzisiaj taki szef na parkiecie, aura over 9000. #plkpl #koszkadra
TrashTalkShow retweeted
LET’S FREAKIN’ GO!
Welcome to Miami, @Giannis_An34!
TrashTalkShow retweeted
If only Detroit knew before the trade deadline that they needed extra scoring and 3 point shooting.
TrashTalkShow retweeted
Heat vs. Hornets Play-In
Defensive Rating
Bam ON: 90.9 (11 min)
Bam OFF: 135.4 (42 min)
TrashTalkShow retweeted
Jaden Ivey wyleciał z NBA za krytykę LGBT.
To jest dzisiejszy nagłówek - dla tych, którzy chcą się oburzać od prawej.
Jaden Ivey wyleciał z NBA za nazwanie katolicyzmu fałszywą religią.
To jest dzisiejszy nagłówek dla tych, którzy chcą się oburzać od lewej.
Jaden Ivey wyleciał z NBA za krytykowanie LGBT, aborcji, kobiet, niereligijnego stylu życia, katolicyzmu, Stepha Curry'ego, LeBrona Jamesa, Michaela Jordana, fanatyzm religijny i z 10 innych rzeczy, które ostatnio zrobił.
To jest nagłówek dla tych, którym nie chce się czytać i niepotrzebnie drążyć - i mogą sobie teraz niepotrzebne dla swoich poglądów antylewackich, antyprawackich czy antyenbiejskich skreślić.
Tutaj od razu warto dodać:
Wolność słowa to nie to samo co wolność od konsekwencji swoich wypowiedzi.
Prawda natomiast jest inna - Jaden Ivey nie wyleciałby z Chicago Bulls, gdyby dalej dobrze grał w koszykówkę.
Jak smutno i niesprawiedliwie by to nie brzmiało.
NBA to biznes i bardzo brutalna liga pod jednym prostym względem - jeśli jesteś dobry w kosza, to wolno Ci więcej. Jeśli jesteś gorszy w kosza to nie grasz. Jeśli jesteś gorszy w kosza i gadasz niewygodne rzeczy - żegnasz się z ligą.
Jaden Ivey zdobywał w tym sezonie 8.5 punktu na mecz, 2.5 zbiórki i 1.8 asysty przy solidnych skutecznościach. Do tego ma od 1.5 roku poważne problemy zdrowotne. To czyni z niego zawodnika w miarę interesującego, ale takiego dla, którego "make or break" opiera się na jego charakterze, tym jaki jest w szatni i jak współgra z zespołem.
A od jakiegoś czasu Ivey to niestety fanatyk religijny, który aktywnie i publicznie krytykuje wartości wyznawane przez ligę - niezależnie czy mówimy o wartościach katolickich, czy LGBT, tu Jaden jechał równo.
Po prostu, nie warto dla takiego gracza robić zamieszania w zespole. Tak samo Joshua Primo wyleciał z ligi, za coś, za co gwiazda by nie wyleciała.(Przypominam, Eddy Curry w gorszy sposób od niego molestował... swojego szofera).
A Miles Bridges nie wyleciał, mimo że jest damskim bokserem i ch*jem strasznym, bo w wieku 24 lat robił statystyki bliskie 20/7/4/1/1.
Tak samo jak z ligi swojego czasu nie wylecieli Jason Kidd i lubiący małolaty Karl Malone.
Hipokryzja? Tak.
Biznes? Oczywiście.
W tej lidze są równi i równiejsi i dopóki zawodnicy są dostępni do gry, bo nie siedzą za kratami, ci którzy dają przewagę swojemu zespołowi będą mogli pozwolić sobie na większe sk*rwysyństwo niż ci, którzy dopiero są na dorobku i walczą o pozycję w NBA.
Poniekąd to samo poczuł Jeremy Sochan - dopóki był młodym zdolnym rozwijającym się najwyższym pickiem Spurs od czasów Tima Duncana, to nikt mu w instagrama nie patrzył. A jak stracił pozycję w rotacji i lejce przejęli dużo bardziej ekscytujący Wembanyama, Castle i Harper, to nagle ludzie zaczęli krzywo patrzeć, że na Insta macha jęzorem w okolicy bufetu swojej roznegliżowanej partnerki. (Inna rzecz, że Jeremy nic szkodliwego nie robi i raczej buduje atmosferę w drużynie, zamiast ją psuć - stąd jest jeszcze dla niego jakaś nadzieja.)
Nikt nie chce problemów od graczy marginalnych, a problemy z gwiazdami staramy się rozwiązać i/lub zamieść pod dywan..
Ok, mamy to za sobą, to możemy jeszcze wrócić do samego Jadena Iveya, bo to jest po prostu strasznie przygnębiająca sprawa, jaką musimy tu jeszcze poruszyć.
Jaden Ivey i ponure oblicze depresji:
Jaden wychował się w głęboko wierzącej katolickiej rodzinie - oboje jego rodzice kończyli jedną z największych (jeśli nie największą) katolicką uczelnię w Stanach - Notre Dame, a jego mama jest tam w tym momencie trenerką drużyny walczącej w kobiecym March Madness.
Katolicyzm mu jednak nie pomógł i w kryzysowym momencie w życiu zwrócił się w stronę bardziej radykalnych odmian wiary chrześcijańskiej.
Doprowadziło go to do miejsca, w którym pomylił swoją rolę z księdzem lub samym Bogiem - prawi na Instagramie kazania, jednocześnie wydając w nich bardzo jednoznaczne i ostre osądy - o kobietach, LGBT, ab*rcji, grzechu w swojej interpretacji, Sądzie Ostatecznym czy zachowaniu gwiazd NBA.
I po mojemu... niech prawi, byle się z tym nie wpieprzał w życie innych. Tyle, że się najwyraźniej wpieprzał, pewnie jego wersja religii wymaga agresywnego jej szerzenia, co skończyło się jego zwolnieniem z Bulls.
Mam tylko nadzieję, że w tym wszystkim nie poróżnił się z rodzicami, zwłaszcza z Mamą, która zawsze go aktywnie wspierała, a teraz ludzie u niej w pracy pytają ją o antykatolicki rant jej syna - zrobiło to spore zamieszanie na uniwerku.
Nic zresztą dziwnego, Niele Ivey mówiła otwarcie, że katolickie wartości Notre Dame są dla niej bardzo ważne, a tymczasem Jaden Ivey pisze tak:
"Catholicism is a false religion. And is not the true Doctrine of Christ. [It] does not lead to salvation in Jesus Christ.”
W tym miejscu, człowiek, którym byłem kilka lat temu powiedziałby po prostu, że tak to jest, kiedy nie najostrzejszy ołówek w piórniku, w nieodpowiednim momencie w życiu, spotyka charyzmatycznego przedstawiciela religijnego, który go w coś wciąga. I na tym bym skończył. Warto tu dodać, że Ivey, jeśli chodzi o wygadanie wywarł na mnie naprawdę bardzo słabe wrażenie, kiedy go spotkałem w Paryżu, najgorsze ze wszystkich graczy NBA, z którymi rozmawiałem - a trochę już ich się zebrało. Miły, introwertyczny i cichy typ, ale nie był w stanie absolutnie nic ciekawego wydukać.
Na szczęście, jestem już nieco innym człowiekiem i widziałem z bliska zarówno ludzi przeżywających nagłe, szczere nawrócenia, jak i depresję. U Ivey'a mamy niestety do czynienia z jednym i drugim.
Sam Jaden od dłuższego czasu udzielał bardzo niepokojących wypowiedzi.
Zaczęło się od tego mocnego nasilenia religijnych wątków - dosłownie w każdej swojej publicznej wypowiedzi nawiązywał do religii, nawet jak był pytany o pogodę.
Potem przyznał się publicznie do depresji (nie wiemy czy zdiagnozowanej klinicznie, czy to jego autodiagnoza) i powiedział, że dawny Jaden umarł i już go nie ma. W tamtej chwili fani Pistons zastanawiali się czy mówi o graczu, którym był, człowieku, którym był, czy o swoim odrodzeniu w Bogu.
Potem... w podcaście, który wtedy przeszedł bez echa, powiedział kilka przerażających rzeczy. Że był molestowany seksualnie w dzieciństwie (nie powiedział przez kogo). Że zrobiło to dziurę w jego sercu, którą próbował zapełnić pogonią za kobietami i przelotnymi relacjami, imprezami, alkoholem i porno.
Jednocześnie od tego ostatniego podobno się mocno uzależnił, a na początku relacji ze swoją obecną żoną, odkrył też że ma problemy z agresją. Jak sam w kilku miejscach mówił, odkrył w pewnym momencie, że jest w czarnym, czarnym miejscu, zmaga się z uzależnieniem, jest przemocowcem w związku i spodziewa się dziecka. Podobno to wtedy nawrócił się na bardziej radykalną wersję religii, szukając pomocy w wyższym bycie.
Na koniec więc dostajemy człowieka głęboko zaburzonego. Takiego, którego problemy z dzieciństwa zrujnowały mu jego obiecująco rozwijającą się karierę w NBA i, co gorsza, po prostu początek dorosłego życia.
Który zmagał się z traumą z dzieciństwa, uzależnieniem od p*rnografii, z agresją w związku, z depresją i, na pewno, niesatysfakcjonującym początkiem kariery, kiedy miał być gwiazdą (nawet zrezygnował ze zgłoszenia się w 2021 roku do draftu, po to, żeby rok później zgłosić się już jako potencjalna gwiazda), a tymczasem pełnił rolę wiecznie kontuzjowanego rezerwowego w Detroit.
Na tym tle zaczął w religijny sposób atakować wszystkich wyznających inne wartości oraz odrzucił religię rodziców jako fałszywą.
Wydaje mi się, że w tym momencie chłopak nie powinien grać w koszykówkę, a zająć się swoją rodziną i pójść na intensywną terapię. Niestety, ale NBA jest bezlitosna i ta liga wypluwa słabsze jednostki. Mieliśmy w niej przypadki depresji gwiazd największych, jak Kevin Love, DeMare DeRozan, Paul George i Ben Simmons, które dostały odpowiednie wsparcie, ale w przypadku tych graczy pomniejszych, jak Delonte West, kończyło się to bardzo publiczną katastrofą.
Mam ogromną nadzieję, że Jaden Ivey dostanie teraz właśnie to odpowiednie wsparcie i nie będziemy potem śledzić w mediach upadku, kiedyś wielkiego, talentu.
W końcu, niedawno mieliśmy światowy Dzień Walki z Depresją i choć piękne słowa wypowiadane wtedy dobrze brzmią, a podawanie dalej numeru telefonu zaufania, pozwala nam uciszyć sumienie i pomyśleć, że się troszczymy, to prawdziwą walką jest pokazywanie, że to co zrobił Ivey, może być nie tylko jego głupotą czy nadmierną polityczną poprawnością NBA, a oznaką prawdziwego problemu.
Tak to właśnie jest, jak zamiast na spokojnie wyśmiać głupi tejk typa na wylocie z NBA, człowiek zaczyna drążyć skąd się wziął i nagle zamiast kpiącego uśmieszku na ustach, pozostaje tylko ciemne i nieprzyjemne uczucie zaniepokojenia.
TrashTalkShow retweeted
Wróćmy na chwilę do 83 punktów Bama Adebayo.
To niesamowite, jak spolaryzował on koszykarską społeczność:
1. Gordon Hayward powiedział, że to jest złe dla koszykówki, bo Bam nie jest scorerem
2. Ime Udoka stwierdził, że to nic ciekawego, bo przeciwko Wizards i na 40 rzutach wolnych.
3. JJ Redick powiedział, że widział końcówkę meczu i to był inny rodzaj koszykówki
4. Collin Gillespie stwierdził, że nic go ten rekord nie obchodzi
5. Masa fanów Kobego oburzyła się, że Bam i jego koledzy z Heat porwali się tu na świętość i nie powinni byli bić rekordu Bryanta
6. Fani koszykówki z lat 90. oburzali się na styl w jakim to pobił
7. Masa ludzi była zła na kolegów Bama, że robili wszystko by mu pomóc
8. Wielu argumentowało, że przecież kiedyś Kobe i Klay rzucali 60 punktów w 3 kwarty, ale trenerzy ich nie wpuszczali w czwartej, co uniemożliwiało im zaatakowanie rekordu Wilta
9. Chyba pierwszy raz w życiu usłyszałem termin "nieetyczne punkty" i potem usłyszałem go i przeczytałem w różnym kontekście kilkadziesiąt razy
A dla mnie to wszystko bullshit.
Od razu zaznaczę, że Redick i Udoka się wypowiadali nie widząc całego meczu - stąd te cytaty są takie... dziwne.
Jednak punkty to punkty.
Jakby było tak łatwo je zdobyć po prostu zwiększając liczbę rzutów, to by Kobe w pożegnalnym meczu oddając rzutów 50 pobił swój rekord. Albo Cade Cunningham też przeciwko tegorocznym Wizards, oddając 45 rzutów, zdobyłby więcej niż 46 punktów.
To zwyczajnie jest cholernie trudne, a Bam Adebayo ciężko zapracował na każdy jeden.
Wszystkie faule na Bamie były realnymi faulami.
Sam narzucił taki poziom fizyczności rywalom, że nie mieli wyjścia i musieli go prać cały czas.
Jeśli ktoś nie rozumie tej części - znaczy, że nigdy nie grał w meczu, który dominował fizycznie, a przeciwnik odpowiadał podwajaniem, potrajaniem i ciągłymi faulami. To jest bardzo, bardzo ciężka fizyczna praca. Nawet Shaq i Dwight Howard (poprzedni rekordzista w liczbie rzutów wolnych w meczu), brali sobie w takich sytuacjach po kilka posiadań przerwy. A, ze wszystkich ludzi, Bam Adebayo, po absurdalnie dobrej pierwszej kwarcie (10/16 z gry, 5/8 za 3, 6/7 z wolnych, 31 punktów), atakował rywali akcja po akcji, posiadanie po posiadaniu. Nic sobie nie robiąc z tego, że do w pewnym momencie kryli we 3.
Sam przeżyłem takie coś parę razy w życiu na amatorskich poziomach. I nawet tam, to była orka na polu, a nie kwiatki, ordery i rekordy w nagrodę za bycie większym od innych. Po takich meczach, gdzie atakujesz akcja po akcji, jedyne czego chcesz na koniec to zrzygać się ze zmęczenia, a nie świętować to ile rzuciłeś.
A jeśli chodzi o zarzut, że koledzy mu pomogli zrobić rekord?
Myślicie, że koledzy z drużyny nie grali wszystkich akcji na Wilta jak zdobył 100 punktów? (Tu podobno nawet obsługa zegara meczowego pomagała, żeby to umożliwić)
Że Lakers nie grali każdego posiadania przez Kobego kiedy szedł po 81?
Że Mavericks nie podawali wszystkich piłek do Luki, kiedy zdobywał 73 punkty?
Że Spurs nie dali wszystkich możliwych rzutów Davidowi Robinsonowi, kiedy potrzebował 71 punktów, żeby zostać królem strzelców?
Że Suns nie grali w absurdalny sposób na Devina Bookera w drodze po 70 punktów?
Nie bądźmy naiwni - większość tych spotkań jest do znalezienia na YouTube. W każdym z nich piłka cały czas szukała gwiazdy w drodze po historyczny wyczyn.
Pozostaje tylko kwestia rywala, przeciwko któremu Bam to zrobił - co podniósł Udoka w swojej głupiutkiej wypowiedzi (czemu Sengun lub KD tego dla niego nie zrobili?).
I tu się zaczynają prawdziwe jaja.
Bo, wiesz, tylko Wilt Chamberlain (3x) i Devin Booker (1x) w historii NBA rzucili 70 punktów dobrej drużynie... wszystkie te występy były w przegranych meczach.
W zwycięstwie przeciwko dobrej drużynie, 70 punktów nie rzucił nikt.
A kryterium przyjmujemy tu wyjątkowo łagodne - dobra drużyna to ta, która ma ponad 50% zwycięstw na koniec sezonu.
Spójrz, bo to zabawne:
✅100 punktów Wilt zdobył przeciwko Knicks, którzy skończyli sezon z bilansem 29-51 i grali w tym meczu bez podstawowego i rezerwowego centra.
✅83 punkty Bama przeciwko Wizards (16-48 na teraz)
✅81 punktów Kobego przeciwko Raptors (27-55)
✅78 punktów Wilta przeciwko Lakers (54-26, ALE... mecz z trzema dogrywkami, Wilt zagrał tu pełne 63 minuty, trafił 31 z 62 rzutów z gry i 16 z 31 osobistych, a jego Warriors... PRZEGRALI)
✅73 punkty Wilta przeciwko Chicago Packers (18-62)
✅73 punkty Wilta przeciwko Knicks (29-51, ten sam sezon co później setka)
✅73 punkty Davida Thompsona przeciwko Pistons (38-44, a i tak jego Nuggets przegrali)
✅73 punkty Luki Doncica przeciwko Hawks (36-46, w końcówce odpuścili zwycięstwo, żeby mu uniemożliwić większą zdobycz punktową)
✅72 punkty Wilta przeciwko Lakers (53-27, porażka)
✅71 punktów Elgina Baylora przeciwko Knicks (21-58)
✅71 punktów Davida Robinsona przeciwko Clippers (27-55)
✅71 punktów Donovana Mitchella przeciwko Bulls (40-42)
✅71 punktów Damiana Lillarda przeciwko Rockets (22-60)
✅70 punktów Wilta przeciwko Syracuse Nationals (48-32, porażka)
✅70 punktów Devina Bookera przeciwko Celtics (53-29)
✅70 punktów Joela Embiida przeciwko Spurs (22-60)
Najbliżej tego był Michael Jordan - 28. marca 1990 roku, zdobył 69 punktów w zwycięstwie przeciwko Cleveland Cavaliers, którzy skończyli sezon z bilansem 42-40... ale na tamten moment mieli bilans 32-37.
Jeśli chcemy szukać najlepszego wyniku punktowego, przeciwko drużynie, która skończyła sezon na ponad 50% wygranych i miała co najmniej 50% wygranych w momencie rozgrywania spotkania, musimy zejść jeszcze niżej.
✅Najwyżej na liście jest... oczywiście Wilt, ze skromnymi 65 punktami przeciwko Los Angeles Lakers (45-35 i 33-27 w momencie rozgrywania spotkania) - 7 lutego 1966 roku.
✅Pobił tym samym rekord Elgina Baylora - 64 punkty przeciwko Celtics (59-16 i 6-1 w momencie meczu)
✅Pierwszy nowożytny (po fuzji NBA z ABA) zawodnik na tej liście to Giannis Antetokounmpo, 13 grudnia 2023 przeciwko Pacers (47-35 na koniec sezonu i 13-9 w momencie rozgrywania spotkania)
Myślę, że po takiej analizie wyraźnie widać, że to co zrobił Bam jest absolutnie historyczne, a fakt, że zdobył 83 punkty rzucając dużo wolnych przeciwko słabej drużynie... nic tu nie zmienia.
Ponieważ, jeśli mielibyśmy dołożyć kryterium jakościowe tych punktów, kierując się trzema prostymi kryteriami:
✅Jest dostępny zapis telewizyjny spotkania
✅Rywalem była dobra drużyna z pozytywnym bilansem
✅Wyczyn punktowy doprowadził do zwycięstwa zespołu
Wtedy najlepsze punktowe mecze w historii są takie:
1. Giannis Antetokounmpo - 64 punkty przeciwko Pacers (47-25)
2. Kobe Bryant 62 punkty przeciwko Mavericks (60-22, 18-7 na moment spotkania) - i to jest wciąż najbardziej imponujące strzelecko spotkanie w historii. Przyczyniło się do blowoutu na świetnych wtedy Mavs, a Kobe... nawet nie wszedł na boisko w 4 kwarcie. Oddajmy szacunek Kobemu Bryantowi.
3. Steph Curry - 62 punkty przeciwko Blazers (42-30 i 3-3 na moment spotkania)
Te sześćdziesiąt-kilka punktów to jednak sporo mniej niż 100 czy 80, co?
Trudno się rzuca punkty w zwycięstwach przeciwko mocnym rywalom.
Jako ciekawostka na koniec - najmniej minut w meczu na 60 punktów zagrali:
1. Klay Thompson - 60 punktów w 29 minut w zwycięstwie przeciwko Pacers (42-40 i 10-11 na moment spotkania)
2. James Harden - 60 punktów w 31 minut w zwycięstwie przeciwko Hawks (20-47 i 4-16 na moment spotkania)
3. Kobe Bryant - 62 punkty w 33 minuty w zwycięstwie przeciwko Mavs (patrz wyżej)
3. Karl Malone - 61 punktów w 33 minuty w zwycięstwie przeciwko Bucks (44-38 i 24-19 na moment spotkania)
3. George Gervin - 63 punkty w 33 minuty w porażce przeciwko New Orleans Jazz (39-43)
Zauważmy jednak, że na koniec nikt tych wszystkich kryteriów nie spamięta, a lista najlepszych strzelecko spotkań All Time wygląda teraz następująco:
1. Wilt Chamberlain - 100 punktów
2. Bam Adebayo - 83 punkty
3. Kobe Bryant - 81 punktów
I już nikt tego Bamowi nie odbierze.





























